Odpowiem na modłę Jazz Bassa 
Myszko troszkę przesadzasz, a jako że Twoje posty czytuję z uwagą, więc ośmielam się coś skrobnąć w temacie, w którym już miałem nie skrobać, bo jest on sam w sobie bez sensu

.
Miło mi 
Jak parę stron temu strzeliłeś swoje oświadczenie co do podejścia do muzyki, i marzeń o wielkiej karierze bycia_gwiazdą_rokowego_basu, zapomniałeś dodać chiba, że jest to wyłącznie Twoja opinia, i dotyczy wyłącznie Twojej drogi.
tak sie rozumie samo przez się. To co napisane przeze mnie=moja opinia, chyba, że zaznaczę inaczej
z tym że małą poprawką jest, że ja chcę byc gwiazdą pop-rockowego basu
chyba nikt nie wziął na poważnie tych słów? 
Ja w domyśle czytając czyjkolwiek post, zakładam, że to indywidualna opinia, a nie prawda objawiona, niemniej są czytelnicy którzy o tym zapominają, a i piszący (także, hehe, tego posta :twisted: ) czasem się zagalopywują i przyjmują postawy zbyt mentorskie.
Przyznam, że mam z tym pewien problem i zdaję sobie z tego sprawę- przepraszam wszystkich, którzy to tak odebrali, nie uważam swoich słów za słowa prawdy objawionej, tylko słowa człowieka, który obiera jakąś tam drogę. Być może życie zmusi mnie do ich rewizji- na razie trzymam się.
Ale.
ale!-aleeee-aleeee
kontynuujemy-
Pamiętając, że Twój post to ironia, i dodając, że absolutnie nie dotyka mnie on osobiście - skąd bierzesz w sobie tyle pewności siebie i bezczelności, żeby zarabianie grą na gitarze, uczciwe (no nie do końća, mało która kapela chałturnicza płaci podatki :twisted: ) i solidne porównywać do prostytucji ?
uważam, ze na swój sposób każdy muzyk to prostytutka, tylko mniej lub bardziej ekskluzywna. Gdyby muzyka była odgrywana za darmo, a kontrakty z firmami fonograficznymi nie zakładały grania na przykład na bankietach albo w supermarketach- byłoby z pewnością inaczej.
Ja z radoscią uprawiam ten rodzaj prostytucji
zresztą, chyba Kazik powiedział, ze każdy muzyk to prostytutka? 
Skąd pewność siebie, ukazująca Twoją drogę jako jedynie słuszną i godną pochwały, a drogę chłopoka z Moszczenicy, co całe życie groł se ludowiznę, bo ją lubi, a teraz se kupił basa i gra po weselach, bo też lubi porównująca z prostytucją ?
jak byłem mały, to z plakatu zszedł do mnie Jimi Hendrix i w scenerii płonących zewsząd ogni powiedział mi: "Idź tą drogą!!!" 
nie mam żadnej pewności- po prostu Ty lubisz, a ja nie- temat pewno zakłada dyskusję, a ja czytając go wnikliwie, bo sam mam wątpliwości, zauważyłem od paru stron afirmacjęchałtur i postanowiłem wkroczyć z odmiennym zdaniem 
Nie wpadłeś na to, że radocha z grania występuje w tym samym stopniu u Ciebie jak i u wspomnianego teoretycznego chłopoka, a i radość po stronie zabawianych grą na twoim koncercie, jak i na festynie pod remizą może mieć podobną intensywność ?
zgadzam się-
z tym, że u mnie w takich wypadkach (kiedy gram coś, czego nie jestem pewien czy jest fajne i mi się podoba) występuje chroniczne zmęczenie i brak motywacji 
Skąd przekonanie, że każdorazowe wzięcie instrumentu do ręki ma się wiązać z tworzeniem nie wiadomo jak wysublimowanej sztuki ?
Nigdy tego nie powiedziałem. Uważam, że na poziomie na którym jestem, nazywanie czegokowiek sztuką a siebie artstą jest co najmniej pretensjonalne i bufoniarskie.
Jeszcze raz powtarzam- dążę do tego, żeby wzięcie instrumentu do ręki za każdym razem wiązało sie z radochą, a nie z przumusem. Wielki James Jamerson powiedział- "If you don't feel it, don't play it"!!!
Ja się staram- choć żyjemy w trudnych czasach i mam na sumieniu takie czy inne grzeszki przeciwko zaleceniom Mistrza z Detroit
.
I czy pieniądze jakkolwiek, ale uczciwie zarobione pachną inaczej ?
absolutnie nie i nie mam nic do zarobionych tak czy inaczej pieniędzy.
Tym niemniej, uważam, że chałtura to chałtura, grasz je Ty, gram je ja, ale dorabianie do tego ideologii??
no i na zakończenie- naprawdę nie miałem zamiaru nikogo urazić
:
: