| granie "na weselach" |
| Autor | Wiadomość |
Kitke Senior Member      Skąd: Bełżyce/Lublin Postów: 1,026 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
No ale do tego trza mieć silną psychikę  Co, a moze muzyka biesiadna zle wplywa na psyche? :twisted:
|
|
| 04-01-2005 00:10 | |
 |
Djatri Senior Member      Skąd: Postów: 512 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
No ale do tego trza mieć silną psychikę  Co, a moze muzyka biesiadna zle wplywa na psyche? :twisted:
No mnie akurat bardzo męczy granie czegoś, czego nie lubię (i dobija), tak samo tłum schlanych osób zaczepiających muzyków i paręnaście godzin "gry".. Wesela nie grałam, a podejrzewam że jest jeszcze gorzej, niż tam, gdzie grałam. Brr.. Do tego trza mieć zdrowie i nerwy po prostu. Ja nimam.
Mocna głowa.. hmm, mówił mi nauczyciel "naucz się pić a granie samo przyjdzie" aczkolwiek po alkoholu grać nie umiem. Wtedy to raczej śpiewam :roll: :twisted: [nie ma mnie tu, bo gram] http://www.basoofka.prv.pl http://www.basista.eu.org http://www.paulinabisztyga.com |
|
| 04-01-2005 01:44 | |
 |
JAZZ-BASS Soundomierz - Yamahofil       Skąd: Bezdomny Postów: 2,170 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
IMO granie chałtur to nie jest pojęcie terytorialne tylko intelektualne. Nie ważne GDZIE się gra... ważne JAK się gra. Zdarza się, że wykonawcy odwalają chałturę na wielkich scenach (byłem, widziałem) Zdarza się, że granie "do tańca" jest wykonane nad wyraz uczciwie (choć nigdy nie byłem swiadkiem takiego zdarzenia)
Decydujący czynnik który wpływa na określenie wykonu jako "chałtura" to przewaga argumentów czysto finansowych (szybki, dobry zarobek) nad jakością wykonawczą (e tam, i tak będą się dobrze bawić jak się nachlają).
P.S. Jestem ortodoksyjnym przeciwnikiem wykonów chałturalnych. Robert "Waldorff" Adamski http://www.piano21.pl --------------------------------------------------- Co dzień budzę się piękniejszy - ale dziś to już przesadziłem  |
|
| 04-01-2005 01:56 | |
 |
Lorider Senior Member     Skąd: Postów: 345 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
Djatri ładnie napisała trzeba mieć nerwy, dla mnie granie rocka vs granie "majteczki w kropeczki" to lata świetlne różnicy czy jak tam chcecie obciach... ale się nie czepiam - wielu moich kumpli gra po weselach. Moge to ująć tak: NA SZCZĘŚCIE NIE MUSZĘ : : |
|
| 04-01-2005 12:42 | |
 |
Anonymous Unregistered
|
JazzBasq, ja to bym raczej wątek gospodarczy uskutecznił. Nie GDZIE, nie JAK, tylko ZA ILE :twisted: |
|
| 04-01-2005 12:46 | |
 |
Kitke Senior Member      Skąd: Bełżyce/Lublin Postów: 1,026 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
JazzBasq, ja to bym raczej wątek gospodarczy uskutecznił. Nie GDZIE, nie JAK, tylko ZA ILE :twisted: Czyli: im wicej (placa) tym lepiej grasz? :twisted:
Zreszta nikt grania weselnych przyspiewek nie traktuje chyba inaczej niz zarobku. Zadna praca (granie) nie hanbi. A kasa sie przyda.. chocby na sprzet lepszy.
No mnie akurat bardzo męczy granie czegoś, czego nie lubię (i dobija), tak samo tłum schlanych osób zaczepiających muzyków i paręnaście godzin "gry".. Mnie tez to meczy i dobija... ale czasem warto sie poswiecic 
Wesela nie grałam, a podejrzewam że jest jeszcze gorzej, niż tam, gdzie grałam Ja tez nie, ale gdyby mi ktos zaproponowal oferujac odpowiednia zaplate dlugo bym sie nie wahal.
|
|
| 04-01-2005 17:12 | |
 |
JAZZ-BASS Soundomierz - Yamahofil       Skąd: Bezdomny Postów: 2,170 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
Zadna praca (granie) nie hanbi. Jestem innego zdania... ale to pewnie kwestia różnicy wieku.
IMO granie "po łebkach" albo "z grubsza" tudzież niedbale i olewająco z elementami "uproszczeń" harmoniczno-melodycznych - z pewnością hańbi. A na dodatek wchodzi w krew, bo przyzwyczajenie to druga natura człowieka...
: : Robert "Waldorff" Adamski http://www.piano21.pl --------------------------------------------------- Co dzień budzę się piękniejszy - ale dziś to już przesadziłem  |
|
| 04-01-2005 18:19 | |
 |
G.M.O.D. Ojciec Prowadzący         Skąd: Kraków/Stalowa Wola Postów: 3,978 Grupa: Administratorzy Dołączył: 10-2004 Status: Offline
|
Zadna praca (granie) nie hanbi. Jestem innego zdania... ale to pewnie kwestia różnicy wieku.
IMO granie "po łebkach" albo "z grubsza" tudzież niedbale i olewająco z elementami "uproszczeń" harmoniczno-melodycznych - z pewnością hańbi. A na dodatek wchodzi w krew, bo przyzwyczajenie to druga natura człowieka...
: : Ale to chyba kwestia uczciwosci. Nikt nie bedzie sie chyba jakos bardzo gleboko angazaowal w granie na weselu, ale jesli sie bierze kase to robote trzeba wykonac solidnie. Takiecos trzeba solidnie odegrac, bo o jakims wielkim feelingu w przypadku repertuaru "weselnego" mowic sie chyba nie da. Nie bedzie to rowniez jakies artystyczne realizowanie sie. Ot robota jak kazda inna. Mozna robic solidnie albo na odpierdol. : :
Człowiek bez basu jest jak słoń bez śrubokręta...
Paweł "Wszechgajdzik" Gajda - agent operacyjny Mossad'u |
|
| 04-01-2005 18:43 | |
 |
Panda Posting Freak       Skąd: Kraków/Jarosław Postów: 3,673 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
| |
| 04-01-2005 18:47 | |
 |
Kitke Senior Member      Skąd: Bełżyce/Lublin Postów: 1,026 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
Zadna praca (granie) nie hanbi. Jestem innego zdania... ale to pewnie kwestia różnicy wieku.
IMO granie "po łebkach" albo "z grubsza" tudzież niedbale i olewająco z elementami "uproszczeń" harmoniczno-melodycznych - z pewnością hańbi. A na dodatek wchodzi w krew, bo przyzwyczajenie to druga natura człowieka...
: : W sumie nie pomyslalem o tym co wspomniales :roll: Chodzilo mi raczej o to ze granie 'chaltur' nie jest hanba (jezeli sie to zrobi porzadnie ) Zawsze mozna tez cos od siebie dolozyc (cos zmienic, zagrac inaczej)... sluchacze i tak nie zauwaza/nie zwroca uwagi/nie bedzie to ich obchodzic, a taka 'zabawa', doda smaku weselnemu graniu 
|
|
| 04-01-2005 21:17 | |
 |
Anonymous Unregistered
|
JazzBasq, ja to bym raczej wątek gospodarczy uskutecznił. Nie GDZIE, nie JAK, tylko ZA ILE :twisted: Czyli: im wicej (placa) tym lepiej grasz? :twisted:
Nie. Im więcej płacą tym chętniej gram .
|
|
| 04-01-2005 23:30 | |
 |
AreS Member     Skąd: Postów: 163 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
ja tez chetnie bym pogral... ale uwazam ze w takich utworach to zadnych cudow nie mozna wymyslec... grasz po prostu tak zeby sie bujali, oczywiscie z dobra artykulacja itp... ale w sumie moi poprzednicy dobrze powiedzieli... trzeba miec nerwy zeby grac przez tyle czasu... i tyle %  ...Bębny i Bas odmierzają czas...
 |
|
| 04-01-2005 23:43 | |
 |
Anonymous Unregistered
|
Nawet STO LAT STO LAT mozna nieźle zharmonizować i zagrać w rytmie reggae :twisted: . |
|
| 05-01-2005 15:47 | |
 |
workingman Senior Member     Skąd: Postów: 804 Grupa: Użytkownicy Dołączył: 08-2004 Status: Offline
|
tradycyjna wersja 100 LAT jest raczej zakordeonizowana |
|
| 05-01-2005 18:01 | |
 |
Anonymous Unregistered
|
Hehe.
Dobre.
Ale jak ja grałem przez moment z chłopakami z głową, tośmy se różne jaja robili ku uciesze gawiedzi jak fajna impreza była.
Teraz grywam z takimi obszczymurkami, że oni sto lat potrafią na jednym akordzie zagrać.... |
|
| 05-01-2005 18:33 | |
 |
| |
|